„Oda do nauczyciela”
Panta rhei, niejaki Heraklit rzekł w przypływie mądrości.
Nauczyciel też potrafi popłynąć, bez krztyny litości
I ciśnie nas, dając do zrozumienia,
Że temperatura w klasie zależy od belferskiego ciśnienia.
Patrzy ci taki w oczy i szuka odpowiedzi,
A ty, biedny uczniu, jak na spowiedzi,
Błagasz Boga o zbawienie od tej złej godziny,
Co z niepotrzebnym miesza się lękiem.
Minie, ale, jak młody Werter, z bólu zajękniesz.
Ten z Czarnolasu mówił, że „nie masz na świecie pewnej rzeczy
Próżno tu człowiek ma, co mieć na pieczy”,
Lecz drogi Janie, świętej pamięci, ośmielam się nie zgodzić.
Pewne na świecie jest to, że my młodzi
Cierpimy katusze, może nie za miliony,
Ale za tysiące pytań od naszych pedagogów:
Anglistów, polonistów, historyków, biologów.
A potem jeden ci mówi: „danke, jedynka”,
Inny oskarża: „cuchniesz jak świnka”,
Dyro jak zwykle wygłasza tyrady,
A pani w dyżurce krzyczy: „wytrzyj buty, zostawiasz ślady!”
Nauczycielu, pewnie zapytasz: „po co te ceregiele?”
Cymbałów było wielu, ale żaden nie miał szans z Jankielem.
Albert Camus powiedział, że aby istnieć, uczeń musi się buntować,
Więc od dzisiaj koniec z klasówkami i pracą domową,
Bo cymbał tylko brzmi, jeśli z pustą głową.
Carpe diem i róbta co chceta,
A na przerwie razem skoczymy na peta.
Żartowałem, bo pasowało do rymu.
Wiemy przecież, że w szkole nie można robić dymu.
Nauczycielu, ty nad poziomy wylatuj
I nas, biednych uczniów, tak nie katuj
Czy to deltą, Mickiewiczem czy mitozą.
Wiedzę podawaj z odpowiednią dozą
Humoru, wiesz, z przymrużeniem oka
Bez tego szkiełka i oka, bardziej czuj i wierz.
Nie bądź jak ten zimnokrwisty zwierz!
A teraz clou for you:
Dziś jest Twoje święto, mój nauczycielu.
Uwierz, takich jak ty nie ma wielu.
Cieszę się, że tu stoję i mówię do ciebie,
Bo zwykle to ty wychodzisz z siebie,
Żeby dać mi to, co masz najlepsze,
Nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim swoje serce.

























